Pogoda, z którą nie da się dyskutować i która pada na ciebie niezależnie od zgody. Stąd tradycyjne odczytanie deszczu jako ulgi i obmycia.
Rynna kapiąca za oknem przechodzi do snu prawie bez oporu, podobnie jak wilgotna pościel, duszne powietrze i pełny pęcherz - listopadowa noc potrafi wyprodukować całą pogodę naraz. Dlatego akurat przy deszczu opłaca się najpierw sprawdzić parapet, a dopiero potem sennik. Kiedy odłożysz te przyczyny, zostaje odczytanie zaskakująco zgodne w różnych zbiorach: padający deszcz to ulga, obmycie i uczucie, któremu wreszcie pozwolono się ruszyć.
Kiedy pamiętasz temperaturę wody albo to, czy szukasz dachu, masz w ręku więcej niż samo hasło. Znaczenie ma także pora: deszcz nocny opisywany jest zwykle jako cięższy niż ten sam deszcz o poranku, choć woda w obu przypadkach jest dokładnie ta sama.
Deszczu nie da się umówić ani przekonać, a stanie pod nim oznacza, że mokniesz. Interpretatorzy opierali się na tym braku kontroli od stuleci i dlatego obraz trzyma się blisko płaczu, blisko żalu, który puszcza, i blisko napięcia noszonego tak długo, że ciało przestało je zauważać. W tradycji wiejskiej ta sama woda znaczy jednak dostatek i ulgę po suszy, a stare senniki notują obie wersje obok siebie, nie widząc w tym sprzeczności.
Nic z tego nie działa wszędzie tak samo i akurat deszcz dobrze pokazuje, dlaczego sennikowi nie należy ufać bez reszty. Ktoś, kto dorastał tam, gdzie ulewa znaczyła uratowane zbiory, spotyka nocną wodę inaczej niż ktoś, komu kiedyś zalało dom. Skojarzenie, które już masz, przychodzi wcześniej niż każde odziedziczone znaczenie i zwykle je pokonuje. Sennik może je nazwać, ale nie zastąpi.


