Ktoś mieszka na tyle blisko, żeby cię słyszeć, a dłuższa rozmowa nigdy się nie odbyła. Sennik czyta tę postać dokładnie tak: bliska, znajoma i znana tylko w połowie.
Sąsiadów nikt nie wybiera. Przyjaciele i partnerzy to decyzja, a ludzie zza ściany przychodzą razem z mieszkaniem: razem z klatką schodową, cudzym telewizorem po dwudziestej drugiej i wiertarką w niedzielne przedpołudnie. Sennik trzyma się dokładnie tej cechy i czyta tę postać jako to, co bliskie, znajome i znane tylko w połowie.
Stąd powiązanie sąsiada ze wszystkim, co znalazło się w twoim życiu razem z okolicznościami, a nie z wyborem: zespół, którego się nie kompletowało, rodzina, która przyszła w pakiecie, obowiązek odziedziczony po kimś innym. Tam ten sen zwykle uwiera najmocniej. Gdy twarz da się rozpoznać, senniki są ostrożne; gdy nie da się jej przypisać do nikogo, obraz bierze się za samą bliskość, a nie za konkretną osobę.
Granica między dwoma domami, przesuwany płot, mur, który rośnie albo znika, od dawna wiąże się z pytaniem, gdzie kończy się jedno życie, a zaczyna drugie. Dźwięk przechodzący przez ścianę czyta się jako coś, czego nie da się zamknąć na zewnątrz, a gość, który nie schodzi z progu, mówi to samo innym obrazem. Zaproszenie do środka należy do cieplejszych scen w tej rodzinie snów i bywa łączone z poszerzaniem małego kręgu osób, którym naprawdę ufasz.
Sen o prawdziwym sąsiedzie zdarza się często i wymaga ostrożności. Nie jest informacją o drugim człowieku, o jego zamiarach ani o tym, co o tobie myśli, i nie dowiesz się z niego niczego o nikim poza sobą. Interpretatorzy zwracają uwagę na rzecz prostszą: sen sięga po twarze, które ma pod ręką, a ktoś mijany trzy razy w tygodniu bez jednej myśli jest twarzą maksymalnie dostępną. Jego pojawienie się może nie mówić o nim zupełnie nic.
Reszta zależy od tego, co samo słowo w tobie uruchamia. Blok, w którym wszystkie drzwi stały otworem, i mieszkanie, po którym został wieloletni spór o miejsce postojowe, dają dwa zupełnie różne punkty wyjścia, choć hasło w senniku jest jedno.


