Cienki dźwięk przy uchu, potem szukanie czegoś zbyt małego, żeby je znaleźć. Zwykle winien jest bodziec fizyczny, a reszta to sennik drobnych irytacji.
Latem wystarczy jedno uchylone okno i cienki dźwięk przy uchu, żeby sen o komarach przyszedł tej samej nocy. To jeden z niewielu obrazów w tym senniku, w którym zwykłe wyjaśnienie wyprzedza symboliczne: prawdziwy owad w pokoju, świeże ukąszenie albo duszne powietrze docierają do śpiącego i wchodzą prosto do scenariusza. Dopiero gdy takiego powodu nie ma, tradycja czyta komara jako drobne, uporczywe drażnienie - coś, co nie robi szkody, a nie pozwala odpocząć.
Skoro tak często zawinił bodziec fizyczny, obejrzyj najpierw pokój, pościel i uchylone okno. Drobne sygnały z ciała wchodzą w nocny scenariusz wyjątkowo łatwo i same z siebie nie muszą znaczyć zupełnie nic - swędzące miejsce na kostce potrafi w kilka sekund dorobić sobie owada i całą scenę wokół niego. Dopiero kiedy takie tłumaczenie odpada, zostaje pytanie, co naprawdę cię drażni w ciągu dnia.
Tu senniki są zaskakująco zgodne. Duży drapieżnik oznacza zagrożenie, ten owad oznacza irytację, i to takiego rodzaju, na którą niezręcznie się poskarżyć, bo każdy pojedynczy przypadek brzmi błaho. Wykładacze wiążą go z kimś, kto ciągle przerywa, z drobnym wydatkiem wracającym co miesiąc, z uwagą powtarzaną przy każdej okazji. Chmara komarów to ten sam obraz z podgłośnionym dźwiękiem; jeśli wraca do ciebie właśnie ona, zwykle uwiera cię kilka drobnych spraw naraz, a nie jedna duża.
Ukąszenie dokłada poczucie, że coś zostało zabrane: uwaga, czas, cierpliwość. Zabicie komara wraca w wielu opisach i bywa czytane jako chęć załatwienia sprawy wprost, choć ulga w takich snach rzadko dotrwa do rana. W częściach świata, gdzie komary przenoszą groźne choroby, obraz jest znacznie cięższy, a tamtejsze odczytania mówią o realnym niebezpieczeństwie, nie o utrapieniu. To rzeczywista różnica kulturowa i warto ją zostawić na miejscu, zamiast spłaszczać. Sen nie mówi nic o zdrowiu - ani o twoim, ani niczyim. Ktoś, kto przespałby remont, i ktoś, kto leży z otwartymi oczami przy najcichszym szeleście, nie mają zresztą tego samego snu, nawet jeśli owad brzęczy w nim identycznie.


