Reakcja pojawia się przed jakimkolwiek tłumaczeniem, a wstręt jest tu pierwszym odruchem. Senniki czytają tego owada jako coś niechcianego, co wraca mimo kolejnych porządków.
Zapalasz światło w kuchni o drugiej w nocy i coś umyka pod lodówkę. Ten jeden ruch wystarczy, żeby obraz wrócił nad ranem. Karaluchy działają szybciej niż jakiekolwiek tłumaczenie: wstręt pojawia się pierwszy, znaczenie dopiero potem. Dawne senniki budowały odczytanie właśnie na tym odruchu i widziały w owadzie nie zagrożenie, lecz coś niechcianego, co uparcie wraca.
Te sny lgną do tematu mieszkania. Opowiadają o nich osoby w trakcie dezynsekcji, po przeprowadzce do lokalu, który rozczarował, w miesiącach, gdy warunki życia zaczynają wydawać się świadectwem o kimś. Skojarzenie z brudem jest mocne i niesie ukłucie wstydu, na które sam owad nie zasłużył, bo insekty chodzą za budynkami, nie za charakterem. Najprostszy trop bywa przy tym najlepszy: kto widzi wieczorem jednego na podłodze, ma spore szanse zobaczyć go znowu nocą.
Odraza nie jest powszechna. W cieplejszych stronach świata karaluch bywa zwykłym faktem lata i budzi tyle emocji, co u nas ćma przy lampie, a entomolodzy potrafią mówić o nim wręcz z sympatią. Jeśli na jawie ten owad ci nie przeszkadza, standardowe odczytanie przez wstręt po prostu nie działa i twój sen używa go do czegoś innego. Warto wtedy nazwać samo uczucie z chwili, gdy go widzisz: obrzydzenie, bezradność czy złość. Odpowiedź mówi tu więcej niż jakiekolwiek gotowe hasło.
Ten owad słynie z trzech rzeczy: przetrwa, ukryje się, wróci. Cała tradycja czyta go przez te trzy cechy i wskazuje na sprawy odkładane tygodniami, na drobne spory w domu albo w pracy, na temat, który po każdej rozmowie wydaje się zamknięty i po miesiącu leży znowu na stole. Pojedynczy karaluch odsyła do konkretnej sprawy, wersja z rojem raczej do przeciążenia drobiazgami, których razem jest za dużo. Jeśli we śnie tępisz je i znajdujesz kolejne, tradycja odczytuje to jako wysiłek skierowany nie tam, gdzie leży źródło.


