Jeden z niewielu snów, które bolą jeszcze długo po przebudzeniu. Wykładacze widzą w nim zaufanie i poczucie własnej wartości, a nie relację z prawdziwą osobą.
Bywa, że sen kończy się o szóstej rano, a złość zostaje do południa - i to złość na osobę, która nie zrobiła absolutnie nic. Niewiele nocnych obrazów potrafi tak zepsuć cały dzień, choć nic się przecież nie wydarzyło. Tradycja jest tu wyjątkowo zgodna: rzecz dotyczy zaufania, poczucia własnej wartości i lęku przed zastąpieniem, a nie tego, co dzieje się naprawdę. Nikt poważny nie traktuje takiego snu jako dowodu w sprawie.
Starsze senniki wiążą ten obraz raczej z lękiem przed utratą pozycji niż z samą miłością. Wśród najczęściej opisywanych okoliczności wracają: nowa, pochłaniająca praca partnera, dłuższa rozłąka, odżycie dawnej zdrady z poprzedniego związku i zwykła niepewność po okresie, w którym uwagi wokół było mniej niż zwykle. Sen odwiedza też osoby, które w żadnym związku nie są, i przykleja się wtedy do przyjaźni, pracy albo rodziny. W części odczytań nie chodzi wcale o odejście drugiej strony, tylko o to, że twoja własna uwaga jest gdzie indziej.
Emocja we śnie nie rozcieńcza się tak jak obraz. Z całej sceny pamiętasz może jeden fragment, ale samo poczucie zdrady przychodzi w pełnej sile, a ciało reaguje na nie niemal tak, jak zareagowałoby na prawdziwą sytuację. Dlatego uczucie przeżywa sam sen o dobrych kilka godzin. Zrozumienie mechanizmu nie sprawia, że poranek robi się przyjemny, tłumaczy jednak, dlaczego noc wygląda na dowód, choć niczego nie dowiodła. Serce zdąży przyspieszyć, zanim zdążysz pomyśleć, że to był tylko obraz.
Nie ujawnia sekretu, nie potwierdza podejrzenia i niczego nie sprawdza za ciebie; branie go za dowód narobiło już sporo niepotrzebnych szkód. Jeśli pod spodem siedzi realny niepokój, drogą jest rozmowa - i wychodzi ona lepiej, kiedy nie zaczyna się od opowiadania snu. Znaczenie obrazu zależy od twojej historii zawiedzionego zaufania. Dwie osoby miewają identyczny sen, a jedna macha na niego ręką przed obiadem, druga nosi go przez tydzień i wraca do niego przy każdej drobnej scysji.


