Z takich snów rzadko zostaje fabuła. Zostaje uczucie, potrafi położyć się na całym dniu i zabarwić wszystko, co się w nim wydarzy, choć w nocy nic szczególnego się nie stało.
Ktoś, o kim myślisz najczęściej tuż przed zaśnięciem, ma największą szansę pojawić się w nocy, a sympatia zajmuje w tej przestrzeni sporo miejsca z samej definicji. Dlatego komentatorzy nie zatrzymują się długo nad tym, że taki sen w ogóle się przydarzył. Tradycja czyta go jako sen o chceniu i o nadziei, a nie o człowieku, który jest tu raczej kostiumem założonym na twoją tęsknotę.
Niezależnie od wariantu uwaga komentatorów skupia się na tonie. Ciepło, swoboda i łatwość rozmowy wiążą się z nadzieją. Bycie zignorowanym albo odprawionym czyta się jako twoją własną niepewność, nie jako informację o tamtej osobie - sen nie ma do niej dostępu. Zwraca się też uwagę na to, ile w takim śnie rozmowy, a ile samego patrzenia z boku: wersje bez ani jednego słowa czyta się jako dystans, którego na jawie jeszcze nie próbujesz skracać. Rano najczęściej nie pamiętasz, co się właściwie działo, tylko z jakim uczuciem otwierasz oczy, i to uczucie potrafi trzymać się przez pół dnia.
Powód bywa przy tym całkiem prozaiczny. Taki sen wraca po jednej wiadomości, po przewijaniu zdjęć tuż przed zaśnięciem, po przypadkowym spotkaniu na korytarzu, które trwało cztery sekundy i zajęło potem cały wieczór.
Żadna tradycja nie twierdzi, że jeśli śni ci się ktoś, to znaczy, że i ty śnisz się jemu. Pomysł jest miły, ale nie ma oparcia w żadnym poważnym źródle. Ten sen jest twój i został zrobiony z twojego materiału. Znaczenie mieszka w tym, co tamta osoba dla ciebie przedstawia - pewność siebie, spokój, wyobrażone życie albo zwykłą nowość - i będzie zupełnie inne niż to, co ta sama osoba przedstawia dla kogokolwiek innego, kto ją zna.


