Nożyczki, farba, garść w dłoni albo warkocz urosły przez jedną noc - każda z tych wersji ma w senniku osobny odczyt i żadna nie zastępuje pozostałych.
Czterdzieści minut u fryzjera i człowiek wychodzi na ulicę trochę kimś innym, a za pół roku wszystko wraca do punktu wyjścia. Ta łatwość zmiany i cofnięcia zmiany zrobiła z włosów jedno z ulubionych haseł starych senników. Utarty odczyt traktuje je jako zastępnik autoprezentacji: tej wersji siebie, którą wybierasz i utrzymujesz, a nie tej, którą dostajesz z domu. Ścinanie, gubienie, przemiana albo komplement pod ich adresem czytane są jako pytania o to, jak chcesz wyglądać w cudzych oczach.
Dawne zapisy o długości i kolorze są w dużej części poradą modową swojego stulecia podaną mistycznym tonem. Warto je znać jako historię, nie jako instrukcję. To, co z nich przetrwało, to związek między włosami a wybraną tożsamością. Ktoś, kto zapuszcza je od pięciu lat, i ktoś, kto goli głowę co dwa tygodnie, nie śnią o tym samym przedmiocie, a żadne hasło słownikowe tej różnicy nie zasypie. Zapytaj siebie, ile twoje włosy kosztowały cię czasu, co o tobie mówią i kto zawsze miał na ich temat zdanie.
Te sny gromadzą się wokół prawdziwych wydarzeń fryzjerskich. Ludzie opisują je w tygodniach po drastycznym ścięciu, przed weselem i sesją zdjęciową, w okresie przerzedzania albo siwienia, po zmianie leków, po zimie spędzonej w czapce. To nie czyni obrazu pustym, ale odpowiedź leży wtedy bliżej lustra niż symboliki. Sen o wypadających włosach niczego nie diagnozuje i nie jest znakiem, że dzieje się z tobą coś złego.


