Zarzut najczęściej nie pada ani razu, a tradycja czyta ten obraz dwutorowo: raz przez sumienie, raz przez zwykłe poczucie bycia powstrzymanym z zewnątrz.
Nikt nie mówi, co się właściwie stało. Najczęściej zgłaszana wersja tego snu to ta, w której zarzut nie pada ani razu, a właśnie ta mglistość jest dla tłumaczy sednem sprawy. Wiązano ją nie z konkretnym czynem, lecz z rozlanym poczuciem, że coś uszło płazem. Studenci w sesji, świeżo upieczeni rodzice i ludzie kilka tygodni po awansie zgłaszają ten sen masowo, co jest niezłą wskazówką, że opisywane uczucie leży bliżej wątpliwości co do własnego miejsca niż jakiejkolwiek winy.
Sen zwykle zaczyna się w środku czegoś zwyczajnego. Idziesz gdzieś, siadasz do stołu, i nagle jest ręka na ramieniu. Tłumacze czytali właśnie to przerwanie, nie przestępstwo: zatrzymanie zapisywano jako sumienie, wewnętrzną kontrolę nad czymś, co osoba śniąca i tak już u siebie podejrzewa. Obok biegnie drugie odczytanie, dużo szersze, w którym aresztowanie znaczy po prostu przymus, obraz bycia zatrzymanym przez coś, na co nie masz wpływu.
Czasem sen idzie za rzeczywistą sytuacją i trzeba tu powiedzieć wprost: sen nie mówi nic o sprawie prawnej, a to hasło nie jest w takiej sprawie poradą. Jeśli masz realny kłopot tego rodzaju, właściwym adresem jest prawnik, nie sennik. To, co obraz naprawdę potrafi, to pokazać, gdzie nosisz ciężar, a kształt tego ciężaru zależy od twojego życia. Ktoś, kto przeszedł przez zatrzymanie, i ktoś, kto nigdy nie rozmawiał z policjantem, nie śnią tej samej sceny, choć opowiadają ją tymi samymi słowami.


