Korytarz, krzesła pod ścianą i czekanie bez końca. Tradycja widzi w szpitalu miejsce oddania czegoś pod opiekę, a nie sygnał o czyimkolwiek zdrowiu.
Korytarz, światło jarzeniówek, krzesła pod ścianą i czekanie, które nie ma końca - tak wygląda większość opisywanych snów o szpitalu. Są bardzo częste i niepokoją ludzi znacznie bardziej, niż kiedykolwiek niepokoiły tradycję. Miejsce czyta się jako przestrzeń naprawy, punkt, w którym coś oddaje się pod opiekę, dlatego wykładacze widzą tu obraz powrotu do sił i zależności od innych, a nie zapowiedź choroby. Nic w tym odczytaniu nie mówi, że ty albo ktokolwiek z twoich bliskich zachoruje.
Ponieważ na tę stronę trafia się często ze strachem, warto powiedzieć wprost: ta tradycja niczego nie diagnozuje i niczego nie przepowiada. Zawsze umiała tylko czytać obrazy i żadna jej część nie potrafi powiedzieć niczego o niczyim ciele. Jeśli sen zostawił ci niepokój o konkretną osobę, kolejnym krokiem jest zwykły krok na jawie: telefon albo wizyta, a nie polowanie na ukryte znaczenie.
Bardzo wiele takich nocy tłumaczy się zwyczajnie. Ludzie opowiadają o nich po odwiedzinach, przed wyznaczonym terminem, po wiadomości o kimś z rodziny, po wieczorze z serialem szpitalnym. Personel medyczny śni o oddziałach bez przerwy, z tego samego powodu, dla którego księgowi śnią w styczniu o tabelkach. I to jest rzecz do zapamiętania: pielęgniarka chodząca tymi korytarzami codziennie spotyka to miejsce inaczej niż ktoś, kto nigdy nigdzie nie leżał. Zanim zastosujesz cokolwiek z tego hasła, sprawdź, ile z tego budynku znasz już z jawy. Im więcej korytarzy rozpoznajesz, tym mniej zostaje do odczytania.
Zapytaj najpierw, w jakiej roli śni ci się to miejsce. Odwiedzanie kogoś to wersja opisywana najczęściej i rozumie się ją jako troskę, którą niesiesz za drugą osobę, czasem troskę nigdy niewypowiedzianą na głos. Siedzenie w poczekalni to przerwa, której nikt nie wybierał, odstęp między decyzją a jej wynikiem. Przyjęcie na oddział wskazuje na potrzebę pomocy, a w większości dawnych źródeł także na gotowość jej przyjęcia, i właśnie tę część traktowano jako jaśniejszą.


