Ten sen nie dotyczy podróży, tylko zdążenia. Opisuje chwilę, która właśnie minęła, i wraca wtedy, gdy w kalendarzu stoi data nie do przesunięcia.
Zegar w hali odlotów przeskakuje o dwadzieścia minut, a kolejka do odprawy nie posunęła się ani o krok. To jeden z najczęściej opisywanych snów lękowych na świecie, obok egzaminu i wypadających zębów, i miewa go personel pokładowy równie często jak ktoś, kto lata raz na kilka lat. Standardowe odczytanie nie dotyczy podróży: spóźniony odlot przedstawia zamykające się okno, przyjście chwilę po momencie, który właśnie minął.
Ten sen wraca przy terminach, rekrutacjach, weselach, przeprowadzkach i zmianie pracy, czyli przy wszystkim, co ma przypisaną datę nie do przesunięcia. To nie jest przepowiednia, tylko najprostsze możliwe wyjaśnienie, i pasuje lepiej niż symboliczne: umysł ćwiczący zdarzenie na czas produkuje sny o mierzeniu czasu. Zresztą wystarczy krótka noc przed porannym wylotem, żeby scena wróciła, i nie potrzeba do tego żadnej wykładni. Bywa i tak, że wraca po nieprzespanej nocy, w której budzik stał nastawiony na czwartą, a ucho pilnowało go do rana.
Najbardziej użyteczny szczegół to nie samolot, tylko to, co cię zatrzymało, bo właśnie ten element różni się między ludźmi, podczas gdy ogólne znaczenie się nie różni. Kto opowiada zawsze o korku na trasie, mówi o czymś innym niż ktoś, kto stoi w kolejce i nie potrafi się przecisnąć. A kto naprawdę spóźnił się kiedyś na samolot i drogo za to zapłacił, nosi w tym śnie wspomnienie, nie symbol. Ciekawsze bywa zresztą inne pytanie: czy naprawdę chcesz zdążyć w tej sprawie, na którą wskazuje twój kalendarz.
Warto dopisać, że nikt rozsądny nie czyta tego snu jako ostrzeżenia przed podróżą i nigdy tak go nie czytano.


