Ślad po zagojeniu to w sennikach świadectwo, nie trwające uszkodzenie. Liczy się, gdzie leży, komu go widać i dlaczego przypomniał o sobie tej nocy.
Bywa tak, że we śnie widzisz ślad, którego na jawie od dawna już nie zauważasz. Blizna leży na skórze latami, nie wchodząc do żadnej nocnej sceny, aż nagle staje się w niej najwyraźniejszym szczegółem. Sennik zaczyna od tego, że rana się skończyła, bo to przesuwa obraz z półki "coś idzie źle" na półkę "coś zostało przeżyte". Odczytanie dotyczy więc świadectwa, a nie świeżego uszkodzenia, i interpretatorzy odróżniają bliznę od świeżej rany oraz od siniaka - każde z tych trzech ma w sennikach osobne miejsce.
W tych odczytaniach umiejscowienie waży więcej niż przyczyna. Ślad na twarzy albo na dłoniach, tam gdzie widzą go inni, wiąże się z tematem reputacji i bycia rozpoznawanym przez pryzmat jednej historii. Blizna pod ubraniem to coś noszonego prywatnie, gdzie wybór, komu się o tym mówi, należy do ciebie. Ślad pojawiający się bez żadnego wspomnienia o zranieniu bywa tłumaczony jako trudność odziedziczona - taka, która przyszła z rodziny, a nie z jednego zdarzenia.
Drugie pytanie sennika brzmi: dlaczego dziś. Nagły powrót blizny bywa czytany jako sygnał, że coś w teraźniejszości przypomina tamtą historię na tyle, by ją przywołać. Podobna relacja, podobne miejsce pracy, ten sam miesiąc w kalendarzu albo rocznica, której nikt świadomie nie odnotował. Zerknij na datę, zanim sięgniesz po symbolikę, bo czasem to ona jest całym wyjaśnieniem.
Sen nie jest informacją o twoim ciele ani o czyimkolwiek innym. Cokolwiek robi ten obraz, nie mówi nic o tkankach i żaden rozsądny sennik nie czyta go w ten sposób. Jeśli martwi cię coś w wyglądzie skóry, to sprawa dla lekarza, a nie dla nocnej sceny. Przestrach, który czujesz na widok śladu we śnie, jest reakcją na obraz, nie komunikatem o zdrowiu.
Poza tym blizna wybrana i blizna zadana ważą zupełnie inaczej, a tylko ty wiesz, która z nich wróciła w nocy. Ktoś, kto nosi ślad po operacji, na którą czekał z ulgą, przeczyta ten obraz inaczej niż ktoś, komu został on po wypadku, o którym wolałby zapomnieć.


