Punkt w miesięcznym cyklu, w którym Księżyc przechodzi między nami a Słońcem i całkowicie znika z nieba, oraz powód, dla którego ta ciemność od wieków była odczytywana jako początek, a nie jako koniec czegoś, co już trwało.
Nów Księżyca to chwila, w której nasz naturalny satelita znajduje się dokładnie pomiędzy Ziemią a Słońcem, więc strona zwrócona ku nam nie odbiera żadnego światła słonecznego i całkowicie znika z nocnego nieba. Tradycja astrologiczna czyta tę ciemność jako otwarcie nowego cyklu, a nie jego zakończenie, dlatego kalendarz księżycowy traktuje każdy nów jak czystą kartkę. Samo zjawisko astronomiczne i jego interpretacja to dwie osobne sprawy i dobrze jest je od razu rozdzielić.
Księżyc nie wytwarza własnego światła. To skała odbijająca blask Słońca, a jedna jego połowa jest zawsze oświetlona, druga zawsze pogrążona w cieniu. Fazy to po prostu to, jaka część oświetlonej połowy akurat jest zwrócona w naszą stronę. Podczas nowiu Księżyc ustawia się w przybliżeniu na linii między nami a Słońcem, więc jasna strona patrzy w przeciwną stronę, a ta zwrócona ku Ziemi tonie w cieniu.
Ma to praktyczną konsekwencję, o której rzadko ktoś myśli: nów widać na niebie w dzień, nie w nocy. Wschodzi mniej więcej razem ze Słońcem, w południe stoi wysoko nad głową, a zachodzi razem z zachodem Słońca, przez cały czas gubiąc się w jego blasku. Dlatego noce wokół nowiu są najciemniejsze w całym miesiącu, co chętnie wykorzystują miłośnicy nieba wybierający się na przykład w Bieszczady, żeby bez świateł miasta dostrzec pas Drogi Mlecznej.
To także konkretna chwila, a nie cały wieczór. Nów przypada w momencie, gdy Księżyc i Słońce ustawiają się dokładnie w tym samym kierunku licząc z Ziemi, a kalendarze podają tę chwilę co do minuty. Już kilka godzin później Księżyc zdąży się od niej oddalić.
Ustawienie rzadko bywa idealne, dlatego w większości miesięcy nie dzieje się nic dramatycznego. Orbita Księżyca jest nachylona o około pięć stopni względem drogi, którą po niebie zakreśla Słońce, więc przy typowym nowiu Księżyc mija Słońce nieco powyżej albo poniżej, zamiast dokładnie po tej samej linii. W te nieliczne miesiące, kiedy ustawienie jest dokładne, ten sam nów staje się zaćmieniem Słońca.
Od jednego do trzech dni po dokładnym momencie nowiu nad zachodnim horyzontem, tuż po zachodzie Słońca, pojawia się bardzo cienki sierp. Widać go krótko, zanim podąży za Słońcem pod horyzont. Często reszta tarczy też jest słabo widoczna jako szary krążek wewnątrz jasnego sierpa. To zjawisko nazywa się światłem popielatym i bierze się ze słonecznego blasku odbitego najpierw od Ziemi, a potem od Księżyca.
Warto zapamiętać, że ten pierwszy sierp to nie jest sam nów, tylko to, co po nim następuje. Niektóre kalendarze, przede wszystkim kalendarz islamski, rozpoczynają nowy miesiąc od pierwszego dostrzeżenia sierpa gołym okiem, a nie od wyliczonej astronomicznie chwili, dlatego religijna data potrafi wypaść dzień albo dwa później niż astronomiczna i różnić się między krajami.
To odczytanie ma bardzo praktyczne korzenie. Zanim pojawiły się drukowane kalendarze, Księżyc był zegarem widocznym dla każdego, a powrót sierpa stanowił widoczny początek nowego liczenia dni. Wokół niego organizowano siew, polowania i podróże, a najciemniejsze noce na przełomie cyklu były tymi, w których i tak dało się zrobić najmniej.
Stąd całe słownictwo, jakie do dziś wiąże się z nowiem: ziarno, pierwszy krok, praca wykonywana po cichu, coś jeszcze niegotowego, żeby to pokazać. Nic nie zostało jeszcze ujawnione, bo nic nie zostało jeszcze postanowione. To pełni tradycja przypisuje widoczność i efekty, a nowiowi tę część, której nikt jeszcze nie widział.
Uczciwie mówiąc, jest to znaczenie przypisane do powtarzającego się zjawiska, a nie siła działająca na twój tydzień. Nów niezawodnie robi jedno: co około 29,5 dnia stawia w kalendarzu wyraźny znacznik, a regularny znacznik bywa naprawdę użyteczny. Ci, którym nów Księżyca faktycznie coś daje, zwykle czerpią to z nawyku cotygodniowego przeglądu spraw, a nie z samego nieba.
W tej samej chwili Słońce i Księżyc znajdują się w tym samym punkcie zodiaku, więc każdy nów wypada w jednym konkretnym znaku, zawsze tym, przez który akurat przechodzi Słońce. Nów w połowie czerwca to nów w Bliźniętach. Nów pod koniec grudnia to nów w Koziorożcu. W ciągu roku znaczniki te obchodzą całe koło, wypadając mniej więcej po jednym na każdy znak.
Stąd bierze się przypisywany mu klimat, bo znaczenie znaku zabarwia znaczenie świeżego początku. Ponieważ 29,5 dnia to nieco krócej niż czas, jaki Słońce spędza w jednym znaku, czasem dwa nowie wypadają w tym samym znaku, a jeden znak zostaje pominięty.
Żaden z tych punktów nie daje gwarancji, a plan zaczęty w dowolny inny dzień wcale nie startuje z gorszej pozycji. Wartość tkwi w samym przeglądzie, a Księżyc dostarcza jedynie terminarza, o którym nie trzeba samemu pamiętać.
Sam moment nowiu zachodzi wszędzie na świecie jednocześnie, ale w kalendarzach podaje się go w lokalnym czasie, więc data przy jednym nowiu potrafi różnić się o dzień między krajami. Nów wypadający wieczorem w Warszawie może w Vancouver być jeszcze wczesnym popołudniem tego samego dnia, a w Tokio już kolejnym rankiem. Jeśli dwa źródła podają różne daty, niemal zawsze to jest powód, więc zanim uznasz jedno z nich za błędne, sprawdź, w jakiej strefie czasowej podano wyliczenie.
Możesz też natrafić na określenie czarny Księżyc, używane najczęściej dla drugiego nowiu wypadającego w tym samym miesiącu kalendarzowym. To stosunkowo nowa etykieta, definiowana niejednolicie, bez żadnego tradycyjnego znaczenia. Podobnie mało tu znaczy słowo superksiężyc, bo nów w najbliższym punkcie orbity wobec Ziemi wciąż pozostaje całkowicie niewidoczny.


